piątek, 29 marca 2013

02. Je­dyne cze­go żałuję w życiu, to te­go, że nie jes­tem kimś innym.

Podkład muzyczny. 
Obudziłam się. Zerknęłam na zegarek, by wiedzieć, która jest godzina. Dziesiąta piętnaście rano. Nie miałam chęci, by wychodzić z spod ciepłej kołdry i wygodnego łóżka. Chwyciłam pożyczoną książkę i zagłębiłam się w lekturze. Nagle usłyszałam krzyki z dołu, bodajże z kuchni. Mogłam się domyślić, że to ciotka znów się kłóci ze swoim mężem. Nie mam najmniejszego zamiaru tam schodzić. Ale zaraz... Który dziś jest dzień tygodnia? Nie powinni być w pracy? Zawsze o tej porze jestem sama w domu, nawet w weekend.
Raptownie  drzwi do mojego pokoju się otworzyły. U progu drzwi stała ciotka z torbą podróżną.
- Wyjeżdżamy z Albertem na wakacje do Egiptu. Wracamy za tydzień w piątek wieczorem. W kuchni są pieniądze na jedzenie, powinno starczyć. Wszystko ma być na swoim miejscu. Nie zapraszaj nikogo, jedynie możesz Freda i tą twoją przyjaciółeczkę... Jakiej tam? Bella? My już musimy jechać na lotnisko - Skończyła swój długi monolog i wyszła. Jedynie co przyszło mi namyśl, by krzyknąć "miłego urlopu," więc tak zrobiłam.
Teraz już wiem, dlaczego się kłócili. Ciocia nie chciała mnie zostawiać samą w domu. Nie, to że bała się o mnie, tylko o swoje domostwo. Obawiała się, że je zniszczę.
Wygramoliłam się z łóżka i podeszłam do szafy, by wybrać ubranie. Wyjęłam krótkie szare spodenki i luźną koszulkę. Można byłoby zauważyć, że w tym zestawie zakryje swoje pozadzierane łokcie. Uwielbiam sporty, a najbardziej piłkę nożną, przez co moje nogi nie nadawały się na modelkę.  No cóż, można powiedzieć, że nie jestem idealna, ale doskonałość jest n u d n a.
Poszłam do łazienki i się ubrałam. Zeszłam po schodach do kuchni, by zrobić sobie śniadanie. Wyjęłam z szafki płatki, a z lodówki mleko. Ulubione zastawienie. Na stole leżało trzydzieści funtów. Powinno starczyć na cały tydzień.
Nagle usłyszałam, że dzwoni mój telefon. Zaczęłam śpiewać i tańczyć w rytm piosenki Olly'ego Mursa "Troublemaker." Przypomniałam sobie, że powinnam odebrać. Był to Fred.
- Czego chcesz? - zapytałam.
- Słyszę, że z dnia na dzień, robisz się coraz milsza - parsknął śmiechem. Irytujesz mnie. - Więc tak, idziesz dzisiaj ze mną do kawiarni. Będę po ciebie o szesnastej. Nie zapomnij.
Po tych słowach się rozłączył. Cholerny idiota. Co ja będę robiła do szesnastej? Oglądanie telewizji odpada, męczenie się przy tych idiotycznych serialikach jest jak golgota*.
Postanowiłam wrócić do swojego pokoju, włączyć radio i zabrać się za czytanie. To było idealne połączenie. Książka "Igrzyska Śmierci" okazała się fenomenem.
Spojrzałam na zegarek: wpół do czwartej popołudniu. Czyli mam się już zacząć szykować? Nie. Nie widzę sensu, bym miała się wystroić dla tego idioty. Jedynie co zrobię, to umyje zęby i zwiąże włosy w kok.
Usłyszałam donośne pukanie w drzwi. Zeszłam po schodach i otworzyłam je.
U progu stał Fred, ubrany w czarne rurki i długą bluzę.
-Idziemy? - zapytał ze swoim chytrym uśmieszkiem. Nienawidziłam tego.
Wyszłam i zamknęłam drzwi. Wbrew pozorom, było zimno. Już rozumiem, czemu jest tak ubrany. A ja jakbym szła na plaże. Zaczęłam marznąć, było to chyba widać.
- Masz - powiedział Fred, wyciągając ku mnie bluzę. Czemu on się musi nade mną litować?
- Nie dzięki, nie trzeba - mruknęłam, ale bez skutecznie. Zaczął "ubierać" mnie w tą bluzę. Kretyn.
Po chwili dotarliśmy na miejsce. Brunet wybrał stolik. Dlaczego do cholery nie możemy iść do środka? Co za idiota.
- Hej Fred - usłyszałam głośny krzyk zza moich pleców. Chłopak wstał, i jak zaczarowany powędrował za głosem. Była to jego koleżanka z klasy - Nicole. Na przywitanie się przytulili i 'pocałowali.' Niech te chore uczucia się skończą, bo zaraz zwymiotuję.
Zerknęłam na zegarek: czwarta trzydzieści. Rozmawiają ze sobą piętnaście minut. Nie mam zamiaru dłużej czekać. Zostawiłam bluzę na krześle i odeszłam. Nawet nie zauważył, że mnie nie ma.
-----------------------------------
*golgota - z.frazeologiczny - cierpienie, męki.
Rozdział pojawił z wyprzedzeniem, może dlatego, że miałam wenę. Mam nadzieje, że się wam podoba. Jestem zaskoczona, że większość osób myśli, że to opowiadanie o wampirach lub nastoletniej miłości. Chciałabym wam życzyć wesołych świąt wielkanocnych :)
A i przy okazji, jeśli macie jakieś swoje blogi, to jak będziecie komentować podajcie mi je ^^ z chęcią skomentuje i przeczytam:)